Łyżeczka


Ostatnio koleżanka opowiadała mi jej pierwsze doświadczenie z ‘łyżeczką’. Każdy obcokrajowiec, który przyjeżdża do Meksyku, prędzej czy później musi się z nią zetknąć. Otóż koleżanka jechała metrem i widzi, że pewna kobieta wyciąga z torebki łyżeczkę. Zwykłą łyżeczkę, jak do herbaty. Zastanawia się, po co w metrze łyżeczka? Jogurt będzie jadła? Przecież tłok, ludzie, itd. Ale na tym się nie skończyło. Jogurtu nie było, za to w kolejnym ruchu, z torebki wyjmuje lusterko. Robi się ciekawie. Potem jeszcze eyeliner i tusz do rzęs. Rozpoczyna się poranny rytuał.

Źródło: https://www.facebook.com/FanDelMetro?ref=ts&fref=ts



To, że Meksykanki malują się w metrze, autobusie, samochodzie, metrobusie, itd. nie jest dla nikogo ani dziwne, ani niezwykłe. Poranny makijaż w transporcie publicznym to absolutna norma.

Ale łyżeczka? Do czego może służyć łyżeczka?
Ano łyżeczka jest jednym z obowiązkowych atrybutów meksykańskiej kosmetyczki. Łyżeczką podkręcamy rzęsy przed pomalowaniem, tak jak na załączonym obrazku.



Łyżeczka używana jest przy pierwszym etapie podkręcania rzęs. Tak jak florystki używając nożyczek zakręcają tasiemki przy kwiatach, tak Meksykanki za pomocą łyżeczki podkręcają swoje długie rzęsy, aby nadać im odpowiedni kształt i ‘zakręt’. Jak już rzęsa jest zalotnie podkręcona, przychodzi czas na tusz. Z tuszem należy się obchodzić obficie i stosować zasadę ‘im więcej tym lepiej’. Nakładamy go przez ok 5 minut, aż każda rzęsa będzie odpowiednio przyklejona do reszty. Na koniec zostaje jeszcze zalotka. Zalotką nadajemy końcowy efekt, a rzęsy sięgają już nam do brwi. Jeśli nie daj boże nie masz aż tak obfitych rzęs, zawsze można dokleić nowe. To też często stosowana taktyka przy poranno-transportowym makijażu.

Przy ostatniej telenoweli, kiedy pani makijażystka malowała mnie na „latynoską piękność”, na koniec (po nałożeniu tony tuszu) dała mi zalotkę, abym nadała mym rzęsom obowiązkowy kształt. Z przerażeniem patrzyłam na zalotkę, ponieważ kompletnie nie potrafię się obchodzić z tym wrogim urządzeniem i tłumaczę jej, że ‘ja nie używam’, bo mam 3 rzęsy na krzyż i gdybym jeszcze je wykręcała to nic by mi nie zostało. ‘Aa! Ale to się nie przejmuj, to możesz przecież używać łyżeczkę!’. Tkwiąc przy swoim powtarzam: ‘Ale jak jeszcze będę tego używać to zupełnie stracę rzęsy’, ona zupełnie skonsternowana i z wyrazem niezrozumienia na twarzy: ‘Ja Ci pokażę jak to się robi, a Ty się nie przejmuj i zacznij używać łyżeczki’. Tak sobie pogadałyśmy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O znajomościach, przyjaźniach i rodzinie w Meksyku

La Catrina, czyli Pani kościotrup

Ciężkie życie aksolotla